piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 1

To było niesamowite.

Patrzyłam na mój już pusty pokój. Jutro miałam przeprowadzić się do Londynu. Razem z przyjaciółką miałyśmy tam wynajęte mieszkanko. Dostałyśmy się na wymarzone studia a stamtąd było bliżej. Trochę trudno było mi się rozstawać z rodziną. Od teraz sama będę musiała się utrzymywać. A już za tydzień do nowej szkoły. Postanowiłyśmy, razem z Dianą, że pojedziemy już tydzień wcześniej aby się oswoić z miastem.
- Hej ! Jak tam już spakowana ? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Diany.
- Tak, zobacz jak tu teraz pusto.
- No w moim pokoju też się dziwnie czuję. Pomyśl sobie ile wspomnień tutaj jest. Już tęsknię za tym miejscem.
- W naszym nowym mieszkanku też będzie fajnie.
- No ja myślę. Twoja mama na pewno nas jutro zawiezie ?
- Tak, na pewno. Muszę lecieć, pakować się dalej. Wpadłam tylko na chwilę. Bądź gotowa jutro o 10.
- Jasne, do jutra.
- Pa.
Odprowadziłam Dianę do drzwi i ostatni raz postanowiłam zrobić obiad. Ale musiałam iść do sklepu po zakupy. Poszłam do pobliskiego sklepu.
- Dzień dobry !
- Dzień dobry, Rose. I jak tam spakowana ? spytała się sprzedawczyni
- Tak. Już nie mogę się doczekać wyjazdu ale z drugiej strony chciałabym tu zostać.
- Też chciałabym żebyś tu została. Kto teraz będzie mi pomagał w prowadzeniu sklepu ? Byłaś zawsze bardzo pomocna .
- Na pewno ktoś mnie zastąpi. A jeżeli nie to ja kiedyś tu wrócę. - uśmiechnęłam się.
- Nie da drugiej takiej osoby jak ty. Zawsze uśmiechnięta, pomocna, skora do rozmowy ale również szalona.
- Czy aby na pewno mówi pani o mnie ?
- A o Tobie. Wiesz jakie zdanie wszyscy mają na Twój temat ale ja jestem innego zdania. Jedni mają Cię za ulicznicę i rozrabiakę. Może czasami coś przeskrobałaś ale w zasadzie to jesteś dobra. Ale koniec tych moich wywodów. Co chciałaś dziecko kupić ?
- Drożdże, pół kilo pieczarek, dwie cebule i kawałek sera.
- Pizzę, robisz ?
- A jakżeby inaczej ? To moje popisowe danie. Lepszej nikt nie zrobi.
- No w tym masz akurat racje.
- Ile płacę ?
- 8,43.
- Proszę.
- Uważaj tam na siebie.
- Dobrze będę. Dziękuje za wszystko - uściskałam sprzedawczynie. - Do zobaczenia
- Pa, Rose.
Wychodząc ze sklepu wpadłam na Jacka.
- Hej, ty jeszcze tutaj ?
- Jak widać, a co miałeś nadzieję że mnie już wygryzłeś ?
- Nie no co ty. Wiesz że wszyscy będą tutaj za Tobą tęsknić.
- No ja myślę, że o mnie nie zapomnicie.
- Jakżeby można było o Tobie zapomnieć ? Przecież jesteś znana w całej okolicy. Chyba nie ma osoby, która by Cię nie znała.
- Nie przesadzaj.
- Słuchaj muszę lecieć po zakupy, uważaj na siebie i nie zapomnij o nas.
- Wszyscy mówią tak jakbym wyjeżdżała na drugi koniec świata. Przecież to tylko Londyn. Godzina drogi stąd.
- Wiem ale to i tak już coś bo nie będziemy się już spotykać.
- Cóż, każdy kiedyś będzie musiał opuścić to miejsce.
- Jak zwykle masz racje. Do zobaczenia - przytulił mnie.
- Do zobaczenia.
Wbiegłam szybko do domu. Jeżeli chciałam się wyrobić do powrotu rodziców musiałam się pospieszyć. Jak zwykle za bardzo się rozgadałam. Zaczęłam szybko robić ciasto a potem wzięłam się za farsz. Gdy rodzice wchodzili do domu właśnie wkładałam pizzę do piekarnika. Za chwilę po nich weszła Camilla moja siostra.
- Poczekajcie chwila będzie pizza.
- Okey, w międzyczasie pójdę wziąć prysznic. - powiedział tata.
- Dobra.
Za pół godziny już wszyscy siedzieliśmy przy stole i jedliśmy pizzę.
- I kto nam teraz będzie robił pizzę jak Ciebie nie będzie ? - spytała się mama.
- Daj spokój, no jak kto będzie robił. Ty - uśmiechnęłam się.
- Wiesz że nam będzie Ciebie brakowało ?
- Londyn nie jest daleko. Będziemy się często widywać. Czasami będę przyjeżdżać na weekend i w święta.
- Proszę Cię, uważaj na siebie i nie rób głupot.
- Jasne. - uśmiechnęłam się - Teraz jeśli pozwolicie chcę jeszcze wyjść na dwór. Pożegnać się ze wszystkimi.
- Jasne, idź.
Miałam kawałek drogi do przejścia. Oni mieszkali dosyć daleko ode mnie ale nie przeszkadzało mi to. Pode drogą przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Gdy jeszcze mieszkałam gdzie indziej. Wtedy ich poznałam. Nie miałam żadnych przyjaciół oprócz Diany. Ona mnie z nimi poznała. A ja jej tak perfidnie ich odebrałam. Wcześniej nie mogłam tego pojąć. Przecież ja jej nie odebrałam przyjaciół. Ona sama ich nie chciała. Ale jak tak teraz patrzę to jestem innego zdania. Na początku spotykaliśmy się wszyscy razem. Ale po jednej z naszych kłótni dałam Lucasowi i Caroline wybór. Albo ona albo ja. Wybrali mnie. Gdy już pogodziłam się z Dianą nic nie było takie jak wcześniej. Gdy spotykaliśmy się wszyscy razem czuliśmy się nieswojo. Wolałam spotykać się z nimi oddzielnie. Przeze mnie Diana dostała depresji i miała próbę samobójczą. Nigdy nie powiedziała że to przeze mnie. Ale ja to wiem. Ona była samotna. Coraz częściej zostawała w domu. Po szkole nigdzie nie wychodziła. Aż pewnego dnia postanowiła to zrobić. Nie lubię wracać do tamtego dnia. Doszłam na osiedle. Lucas i Caroline czekali już na mnie :
- Hejo !
- Hej ! Nie wyjeżdżaj - powiedział Lucas.
- Uspokój się. Przecież to tylko godzina jazdy. Spotkamy się kiedyś. To gdzie idziemy ? Kakadu ?
- Jasne
Gdy dotarliśmy na miejsce zamówiliśmy sobie kawę mrożona i hot-dogi. Przy jedzeniu wspominaliśmy dawne czasy :
- Pamiętacie jak raz pojechaliśmy z Dianą na rowerach za miasto i zgubiliśmy ją - przypomniał Lucas.
- Tak a potem dzwoniła ze leży w rowie. - uśmiechnęłam się na to wspomnienie. - Wiecie że będzie mi Was brakować, prawda ?
- Nam Ciebie też - odpowiedzieli.
- Dzwońcie do mnie codziennie i mówcie co u Was nowego, okey ?
- Pewnie.
- Ja już muszę iść. Jutro ważny dzień. Pa
- Pa, na razie Rose.
Wyszłam z naszej knajpki i poszłam prosto do domu. To był ciężki dzień. Weszłam do domu i szybko położyłam się do łóżka. Miałam już dość tych całych pożegnań. Zmęczona zasnęłam.


CZYTASZ => KOMENTUJESZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz